Stanę na starcie jeszcze raz

2024-04-21 13:00:00(ost. akt: 2024-04-19 12:08:01)
Kamil Olszewski

Kamil Olszewski

Autor zdjęcia: Aneta Mikulska i Joanna Litwiniuk

Kamil Olszewski z grupy Nidzica Biega wziął udział w BackYard Ultra Warmia 2024 choć nie ukończył biegu, to przekroczył własne granice. I nabrał apetytu na więcej.
— Jak wyglądał bieg?
— Przed biegiem bardzo się denerwowałem, nie wiedziałem czego dokładnie się spodziewać, gdyż po raz pierwszy brałem udział w tego typu zawodach. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że plany były zbyt ambitne - awans na drużynowe Mistrzostwa świata. Były to również zawody rangi Mistrzostw Polski. Gdy ruszyliśmy na pierwszą pętle stres już opadł i było dużo lepiej.

— Wiele godzin biegu, ale nie do końca.
— Oficjalnie bieg zakończyłem z 21 pętlami, co daje dystans 140,7 km. Wybiegłem na kolejną pętlę, ale niestety nie dałem rady już ukończyć tego okrążenia w regulaminowym czasie, nogi odmówiły już posłuszeństwa. Tego dnia zegarek wskazał ponad 154 km. Ambicje były dużo większe…
Jeśli chodzi o sam bieg to bardzo dobrze biegło mi się do 11 godziny biegu. Nogi były jeszcze bardzo „świeże” a na zegarku już ponad 70 km. Po tym czasie pojawiły się pierwsze problemy żołądkowe, teraz już wiem, że spożywałem zbyt dużo słodkiego picia. W tym momencie pojawił mi się wstręt do jedzenia. A jak wiemy - im mniej jemy, tym mamy mniej energii. Ostatnie 2-3 pętle to już nogi zaczynały robić się coraz cięższe, nie było już czasu wrócić do swojego namiotu, wtedy starałem się odpocząć w namiocie, który był zlokalizowany blisko startu. Trasa tego biegu jest dość ciężka, blisko 100 m przewyższenia na jednej pętli, która ma 6,7 km długości. U mnie suma przewyższeń wyniosła aż 2000 m.
Mimo to mam mały niedosyt, że nie udało się pokonać 24 okrążeń, czyli pełnej całej doby. Jednak jestem zadowolony z siebie, gdyż przekroczyłem kolejną granicę w bieganiu.

— To duże obciążenie dla organizmu
— To na pewno. Dla mojego organizmu była to nowość, nigdy moje ciało nie było obciążone do takiego wysiłku. W tym biegu dużą rolę odrywała głowa, według mnie jest to najważniejszy czynnik w tych zawodach. Po tym biegu czułem się bardzo podobnie, gdy pokonywałem 90 km na bieżni elektrycznej podczas charytatywnej akcji „Pomaganie przez bieganie”. We wtorek już czułem się bardzo dobrze.

— Organizacyjnie wszystko wyszło?
— Jeśli chodzi o sam sprzęt biegowy, wyposażenie kempingowe to miałem wszystko co było potrzebne. Tu nie miałem żadnych zastrzeżeń. Dzień przed biegiem trzeba było się rozstawić, tu niestety popełniliśmy błąd, gdyż zbyt późno pojawiliśmy się w koralu startowym. Miałem dobre kilkadziesiąt metrów jak nie więcej, aby pokonać odcinek od startu do swojego namiotu. Myślę, że to też miało mały wpływ na to ile udało mi się pokonać pętli.

— Pogoda dopisała?
— Dla mnie temperatura nie była aż taka zła, temperatura w ciągu dnia oscylowała ok. 6-8 stopni a w nocy temperatura spadała blisko zera stopni. Po kilku godzinach od rozpoczęcia wyścigu zaczął padać deszcz i gdzieniegdzie robiło się straszne błoto. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. W tych miejscach nie dało rady biec tylko trzeba było przejść w marsz.

— Do wygranego zabrakło troszkę?
— Zwycięzca zrobił 70 okrążeń, czyli 469 km. Bieg zaczął się w piątek o 8:00, a on skończył przed 6:00 rano w poniedziałek. Dla mnie to kosmos.

— To naprawdę spektakularne.
— Dla mnie również. Ocierałem oczy ze zdumienia co dwójka wyprawiała na trasie.

— Był czas na regenerację czy sen?
— Okrążenia pokonywałem w czasie 41 minut - 45 minut. Reszta czasu do pełnej godziny była dla mnie, jak je wykorzystam to zależało wszystko ode mnie, ważne było aby przed pełną godziną stanąć na starcie. Po 13 pętli próbowałem zasnąć, ale jest to dla mnie bardzo ciężkie, aby przysnąć w tak krótkim czasie. Nie miało to jednak wpływu na mój wynik, ale gdybym miał biec kolejne np. 20 godzin to już mogłoby mieć wpływ na moje zmęczenie.

— Czy to było zmierzenie się z samym sobą?
— Tak, ten bieg wiele mnie kosztował, każda pętla to zupełnie inny wyścig. Wiele przygotowań pod względem organizacyjnym, logistycznym (sprzęt, rozstawienie się, przygotowanie jedzenia, elektronika…). Ten bieg wiele mnie nauczył i wierzę, że na kolejnych tego typu zawodach doświadczenie z tego biegu zaprocentuje.

— Support był?
— Tak, w supporcie miałem brata Adama, bratową Adę oraz przyjaciółkę Kingę. Bez nich tak daleko bym nie dotrwał za co im bardzo dziękuję. Dla nich to też była nowość, mimo to spisali się na medal i robili wszystko jak najlepiej potrafili, aby zaspokoić moje zachcianki. Wierzę w to, że z takim zespołem jestem w stanie przełamywać kolejne bariery.

— Niedosyt pozostał, ale bez poczucia porażki?
— Tak. Nie zawsze pójdzie po naszej myśli to co sobie założymy czy zaplanujemy. Przekroczyłem kolejną granicę w swojej przygodzie biegowej a więc pokonanie 100 km. Moją kolejną granicą będzie pokonanie 200 km

— We mnie budzi to podziw, bo ja niebiegająca nie umiem sobie tego wyobrazić.
— Na początku biegania ja też nie umiałem tego sobie wyobrazić jak tyle można biegać, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. I fajnie jest czuć przełamywanie własnych granic. Podsumowując całość, i mimo tej nutki niedosytu, jestem zadowolony z tego jak i ile przebiegłem.
Gosia Grabowska


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5