Praca rolnika wymaga wiele poświęceń

2019-09-29 17:00:00(ost. akt: 2019-09-28 09:24:40)
 Lubię swoją pracę przede wszystkim dlatego, że mam możliwość dokładnego planowania

Lubię swoją pracę przede wszystkim dlatego, że mam możliwość dokładnego planowania

Marta Obarek jest rolnikiem wykształconym, przedsiębiorczym i przede wszystkim zorganizowanym. Codziennie wkłada w swoją pracę mnóstwo zaangażowania. Mimo młodego wieku wie, że prowadzenie gospodarstwa wiąże się z dużą odpowiedzialnością.
Dziś rolnik musi posiadać dokładną wizję przyszłości swojego gospodarstwa. Jego prowadzenie jest bowiem niemałym wyzwaniem. Oprócz pracy na roli, niezbędne jest także prowadzenie dokumentacji, śledzenie cen rynkowych oraz wymagań unijnych. O trudnościach i codzienności pracy w gospodarstwie rozmawiałam z Martą Obarek – młodą rolniczką z Małego Łęcka w gm. Płośnica.

— Dlaczego zdecydowała się Pani zostać rolnikiem?
— Zostałam rolnikiem, ponieważ 5 lat temu rodzice przekazali mi gospodarstwo. Muszę przyznać, że początki nie były łatwe. Nie od razu chciałam zająć się pracą na roli, mimo iż kocham wieś i nigdy nie myślałam o tym, aby zamieszkać w większym mieście. Od najmłodszych lat lubiłam prace w ogródku, w polu i chętnie pomagałam rodzicom w wykonywaniu codziennych obowiązków. Nie myślałam jednak o tym, aby w przyszłości zająć się gospodarstwem na poważnie. Panuje przekonanie, że kobieta posiada dużo mniejszą wiedzę o rolnictwie i mechanizacji, aniżeli mężczyzna. Jednak z czasem przekonałam się, że praca w gospodarstwie jest czymś, czym chciałabym zająć się w przyszłości. W decyzji wsparł mnie mąż, za co bardzo mu dziękuję. Dużą rolę odegrały także różnego rodzaju szkolenia oraz studia rolnicze. Teraz jestem zadowolona z podjętej decyzji. Chciałabym stale się rozwijać i modernizować moje gospodarstwo.

— Co najbardziej ceni sobie Pani w pracy w gospodarstwie?
— Lubię swoją pracę przede wszystkim dlatego, że mam możliwość dokładnego planowania. Wszystko zależy ode mnie, sama układam sobie plan dnia i nikt mi niczego nie narzuca.

— Czy mimo to czasem ma Pani dosyć pracy na roli i zamieniłaby ją na typową pracę na etat?
— Tak oczywiście. Taka myśl przychodzi mi do głowy zwłaszcza w momentach, gdy wydarzy się coś nieprzyjemnego. Przykładem są sytuacje, gdy podczas prac polowych zdarzają się awarie maszyn, które wiążą się z ponoszeniem dużych kosztów. Wtedy chętnie rzuciłabym to wszystko i rozpoczęła standardową pracę na etat.

– Jakiego rodzaju jest Pani gospodarstwo?

– Gospodaruję na niewielkim areale. Posiadam 16 hektarów własnych i 16 wydzierżawionych. Zajmuję się produkcją roślinną oraz zwierzęcą. Hoduję krowy mleczne oraz bydło opasowe. Produkcja roślinna nastawiona jest na zapewnienie paszy dla bydła. Uprawiam głównie zboża, kukurydzę na kiszonkę i trawy na zielonkę.

– Jak wygląda Pani dzień?
– Dzień zaczyna się bardzo wcześnie, ponieważ już ok. 5.00 rano. Najpierw sprawdzam stan ogólny bydła m.in. to, czy wszystkie zwierzęta są zdrowe i czy nie ma wycieleń. Jeżeli jestem pewna, że nic złego się nie wydarzyło, przychodzi czas na dojenie. Później zadaję paszę i usuwam obornik. Dopiero po wykonaniu tych czynności mam czas na przerwę. Jeżeli pracujemy razem z mężem, wszystkie te obowiązki zajmują nam ok. 2 godzin.
W przypadku pola, wzmożony okres prac przypada na wiosnę. Właśnie wtedy trzeba zasiać zboże i kukurydzę oraz wykonać zabiegi chemiczne. Równie pracowity jest okres żniw przypadający na lipiec i sierpień, kiedy wszystko musimy zebrać z pól.

– Czy wiek rolnika ma wpływ na rozwój gospodarstwa?
– Jeżeli chodzi o wiek, sądzę, że nie wpływa on na rozwój gospodarstwa. Istotne jest to, jaką ziemię dostaniemy lub kupimy. Jeżeli jest to gospodarstwo w pełnym biegu, które z pokolenia na pokolenie było intensywnie rozwijane, to jest je dużo łatwiej utrzymać i dalej prowadzić, aniżeli to, w którym od wielu lat nic się nie działo, nie podejmowano żadnych inwestycji. Aby ruszyć z wszystkim od nowa niezbędne są duże nakłady pracy oraz poniesienie wysokich kosztów związanych z wymianą parku maszynowego i zakupem dodatkowego areału. Co prawda istnieją różnego rodzaju dofinansowania, jednak nie obejdzie się bez kredytu. Zwiększenie skali produkcji wiąże się także z budową nowoczesnych budynków inwentarskich, co pociąga za sobą kolejne koszty.

– Jak wyglądały zbiory w tym roku? Czy były zadowalające?

– Mimo ogólnie panującej suszy w kraju, jestem zadowolona z tegorocznych zbiorów, np. w przypadku pszenżyta były to 4 tony z hektara, natomiast owsa 5 ton z hektara.

– Chciałaby Pani, aby dzieci odziedziczyły gospodarstwo i zajęły się rolnictwem?
– Nie chcę narzucać moim dzieciom tego, co mają robić w przyszłości. Jeśli jednak zależałoby to ode mnie, wolałabym, aby podjęły inną pracę. Wiem, że nie rozwinę gospodarstwa na tyle, aby mogło być w przyszłości konkurencyjne. Moje dzieci miałyby przed sobą trudne zadanie. Niełatwo byłoby im sprostać wymaganiom stawianym przez rynek. Będę kładła duży nacisk na ich edukację, aby mogły same zadecydować o swojej przyszłości.

– Jako rolnik ma Pani możliwość spontanicznego wyjazdu, czy też wszystko musi być dokładnie zaplanowane?
– Wszystko musi być zaplanowane. Nie mogę wyjechać z dnia na dzień, ponieważ zwierzęta rano i po południu muszą otrzymać pożywienie, a krowy muszą zostać wydojone. To są żywe istoty, o które należy się odpowiednio zatroszczyć. Wszystkie czynności muszę wykonać na czas. Jeśli chciałabym gdzieś wyjechać, musiałabym mieć zastępstwo. Ważne, aby była to osoba, która wie jak wykonywać wszystkie obowiązki i obchodzić się z krowami. Wyjechałabym dopiero wtedy, gdy miałabym pewność, że mój zastępca zrobi wszystko jak należy.

– Jak widzi Pani branżę rolniczą w przyszłości?
– Myślę, że ta branża jest przyszłościowa tylko dla dużych gospodarstw. Jeśli jest się małym rolnikiem, tak jak ja, w przyszłości i tak będę zmuszona do zmiany kierunku produkcji. Jest to spowodowane faktem, że obecnie na rynku liczą się już tylko duzi producenci mleka. Szanse mają Ci, którzy ukierunkują się na konkretną produkcję – roślinną lub zwierzęcą. Przy dużym rozdrobnieniu, nie będzie to opłacalne. Małe gospodarstwa musiałyby tworzyć grupy producenckie, aby sprostać kolejnym wymaganiom i zwiększyć opłacalność produkcji. Mali producenci płacą więcej za np. paszę, czy nawozy niż więksi , którzy mogą liczyć na upusty.

– Czy śledzi Pani nowinki rolnicze?
– Tak, prenumeruję czasopismo rolnicze „Top Agrar”. Tam znajduję informacje na temat uprawy, maszyn, wydarzeń rolniczych, czy też rozwiązań w gospodarstwie, które mogę potem wcielić w życie. Często opisane są tam także choroby bydła oraz cenne wskazówki dotyczące żywienia i utrzymania stada, które mogę później wykorzystać w swoim gospodarstwie.

– Co dały Pani studia rolnicze?
– W dzisiejszych czasach studia rolnicze są niezbędne. Każda osoba, która chciałaby pozyskać jakieś fundusze unijne, powinna mieć wykształcenie rolnicze. Jestem absolwentką Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, gdzie ukończyłam kierunek „Rolnictwo”. Uważam, że studia były bardzo przydatne zarówno dla nowicjuszy, jak i długoletnich rolników. Osoba, która z dnia na dzień zaczyna zajmować się gospodarstwem nie ma pojęcia z czym się musi zmierzyć. Takie studia pozwalają zdobyć wiedzę teoretyczną w tym zakresie. Jednak większą rolę odgrywała dla mnie możliwość kontaktu z innymi studentami rolnikami, z którymi mogłam wymienić się doświadczeniami.

– Plany na przyszłość?

– W przyszłości planuję zakup nowych maszyn rolniczych i modernizację istniejących już budynków. W szczególności chciałabym zmodernizować oborę, aby nie musieć wykonywać wszystkich prac ręcznie. Mam w planach zakup wozu paszowego, aby bardziej zbilansować żywienie krów i tym samym zwiększyć ich wydajność.

(Natalia Tomala)

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5